Destiny Tisdale , córka Lou. Jedynaczka , ma tylko mamę , jest miła , idzie w ślady mamy , ma zamiar być stylistką , słucha różnych rodzajów muzyki , przyjaźni się z Viktorią , ma dziewiętnaście lat.
Victoria Barney , osiemnastolatka , podobna zachowaniem do Destiny , z którą się przyjaźni
. Słucha różnych zespołów - podobnie zresztą do Desti. Ma tylko mamę , tak jak Dee. Ale jej mama jest pielęgniarką. Viki nie ma hobby, w przeciwieństwie do swojej przyjaciółki.
One Direction , od lewej :
- Niall Horan , 19 lat , nie ma dziewczyny.
- Louis Tomlinson , 21 lat , w moim opowiadaniu nie ma dziewczyny.
- Liam Payne , 19 lat , ma dziewczynę , Danielle.
- Zayn Malik , 19 lat , ma dziewczynę , Perrie.
- Harry Styles , 19 lat , nie ma dziewczyny.
BOHATEROWIE DRUGOPLANOWI :
- Eleanor Calder , 20 lat. ( pojawi się kilka razy )
- Danielle Peazer , 21 lat. ( Dziewczyna Liama )
- Lou Tisdale ( w moim opowiadaniu nie ma Lux )
- Ojciec Victorii .
- Perrie Edwards , 19 lat ( dziewczyna Zayna )
.00. rozdział zero.
Obudziły mnie promienie padające na moją twarz , przez nie zasłonięte okno , ach no tak. Ta moja skleroza. Podniosłam się z łóżka i spojrzałam na zegar , zwisający nad moim pięknym , pościelonym blado różowo fioletową pościelą. Godzina 12 : 45 , no nieźle sobie dzisiaj pospałam. Weszłam do łazienki , gdzie rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic. Po umyciu się i moich pięknych , włosów , wyszłam i owinęłam włosy ręcznikiem , aby woda trochę wsiąkła. Wytarłam się i ubrałam ( bez słuchawek ) . Umyłam swoje zęby , po czym zdjęłam ręcznik z głowy , rozczesałam swoje mokre włosy i wysuszyłam suszarką. Kiedy były już suche , rozczesałam je ponownie i spięłam w końską kitę. Wyszłam z łazienki , chwyciłam do ręki telefon i zeszłam na dół , do kuchni. Moja mama była już w pracy , no tak. Od rana do późnego wieczora w pracy. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem i usiadłam z miską na sofie , wybrałam numer do Vicki i zadzwoniłam.
- Cześć. - odezwała się dziewczyna.
- No cześć , cześć.
- To idziemy dzisiaj na zakupy ? - spytała.
-. dobra , to ja o 14 po ciebie wpadnę , do zobaczenia. - powiedziałam do słuchawki , po czym rozłączyłam się. Dojadłam płatki i odniosłam miskę i łyżkę do kuchni. Włożyłam ją do zmywarki , po czym usiadłam na kanapie przed TV. Przeleciałam ( bez skojarzeń :33 ) wszystkie kanały , nic ciekawego - jak zawsze - nie było , więc podniosłam się i postanowiłam , przygotować się do wyjścia. Weszłam do swojego pokoju , kiedy wybrałam zestaw , w który się ubiorę , weszłam do łazienki i przebrałam się ( bez okularów ) , po czym zrobiłam lekki makijaż i rozpuściłam włosy , rozczesałam je i wyszłam z łazienki , włożyłam do torebki klucze , telefon , portfel itp. Spojrzałam na zegarek , który wskazywał 13 : 23 , zeszłam na dół i założyłam na siebie jeszcze jakąś bluzę , po czym wyszłam z domu , zamykając go na klucz. Ruszyłam w stronę domu mojej przyjaciółki , do którego blisko nie miałam. Gdzieś o 14 : 05 , dotarłam na miejsce , podeszłam do drzwi i zapukałam , usłyszałam krótkie " otwarte " i weszłam , zastałam tam tylko Vicki , która latała w samych rurkach i staniku. Zaśmiałam się.
- Hahahah , co ty , striptiz dla psa ? o , przepraszam. Ty masz tylko chomika. - Viki się zaśmiała.
- a teraz tak na poważnie , pomóż mi wybrać jakąś bluzkę.
- już , już. - udałyśmy się na górę , do jej pokoju , kiedy dobrałyśmy wszystko do ubioru mojej przyjaciółki , ta poszła się ubrać. Kiedy była gotowa , wyszłyśmy z jej mieszkania.
- Więc , co masz zamiar kupić ? - spytałam.
- To co mi się spodoba . - zaśmiała się pod nosem .
- tak , tak. Czyli cały sklep. - odparłam.
- no bez przesady. nie bądź taka dowcipna kochana.
- dobrze bobrze . - wtedy zaczęłyśmy się śmiać jak jakieś opętane. ach , te nasze skojarzenia , mam nadzieję kochani , że zrozumieliście.
- hahaahahaha , skończ bejbe. - odezwała się Victoria , która dochodziła do siebie.
- Dobrze mamusiu. - powiedziałam , resztę drogi gadałyśmy o różnych duperelach , takich jak suchary , tak. Opowiadałyśmy sobie suchary , których Victoria zna baaardzo dużo.
Kiedy doszłyśmy , najpierw udałyśmy się do sklepu z ciuchami. Kupiłam sobie kilka bluzek , dwie pary rurek , trzy spódniczki i jedną sukienkę. Viki kupiła se jakieś 3 pary różnych bluzek , spodnie , jakieś szorty , których i tak i tak ma dużo , jakąś sukienkę. Weszłyśmy potem do sklepu z obuwiem. Spodobały mi się TE , więc przymierzyłam , w tym czasie Viki buszowała w sklepie z biżuterią. Nagle poczułam że tracę równowagę , ale złapał mnie jakiś chłopak , po chwili sama się podniosłam i obejrzałam za siebie , złapał mnie jakiś chłopak o kręconych włosach , a potrącił jakiś brunet.
- Yyy , sorki. Nie zauważyłem Cię. - uśmiechnął się lekko.
- och , no przecież. jestem przeźroczysta. - uśmiechnęłam się , także . ale sarkastycznie .
- niee , ale za to ja jestem ślepy. - zaśmiałam się .
- aa , to wszystko wyjaśnia. - ubrałam swoje buty a te przymierzane włożyłam do pudełka i podałam sprzedawczyni , zapłaciłam za nie i wyszłam ze sklepu.
- Ej . - usłyszałam wołanie , odwróciłam się i zobaczyłam dwójkę TAMTYCH chłopaków. myślę , że wiecie, których.
- Coo ? - zatrzymałam się .
- nic , nic. jak się nazywasz ? - spytał loczek , na co wybuchnęłam śmiechem.
- myślisz , że powiem ? to się mylisz. - zamrugałam kilka razy , po czym ruszyłam ponownie przed siebie. ale chłopcy nie dawali za wygraną.
- dobra , to inaczej. jak masz na imię ? poowiedz , poowiedz . - brunet zrobił słodkie oczka.
- bo ja jestem Louis . - podał mi rękę. uścisnęłam ją , tak samo z loczkiem , który jak się okazało to Harry.
- to przedstawisz się ? - spytał Lou.
- tak , mów mi NIE. - uśmiechnęłam się słodko , po czym usłyszałam krzyki.
- DESTINY ! DESTINY ! - w moim kierunku zmierzała Vi. ( Victoria )
- Jezu , zdradziłaś tym dziwakom moje imię. - krzyknęłam tak głośno , że prawie wszyscy co tam byli na mnie spojrzeli.
- Ej. - odezwał się Harold.
- co ? - powiedziała Vi.
- ech , nic . chodź.
- nie . - zaprotestowała.
- co ? - spojrzałam na nią.
- nie , jeszcze muszę se buty kupić.
- przed chwilą tam byłam. - i dopiero teraz spostrzegłam , że chłopcy się nam przyglądają.
- co się gapicie ? - spytałam.
- nic , nic . Destiny. - uśmiechnął się szyderczo Louis.
- ech. - westchnęłam.
- przedstawisz mnie ? - odparła moja przyjaciółka , na co się zaśmiałam.
- Louis , Victoria , Victoria , Louis , Harry , Victoria , Victoria , Harry. JUŻ.
- miło mi. - uścisnęła z nimi rękę.
- dobra , idziesz ? - spytałam Vii.
- tak , tak. - odparła.
- idziemy z wami. - powiedzieli chłopcy.
- od kiedy. - to nie było pytanie , o nie. jako odpowiedź , dostałam dwa , szerokie uśmiechy , no , musze przyznać. LOUIS JEST BOSKI. hahahah , mój rozum wyśmiał oczy O_O
Weszliśmy we czwórkę do obuwia. ( do sklepu obuwniczego xD )
- no , to , co , kupujesz ? - spytał Harold , z przerwami między wyrazami.
- nic. - powiedziała i wyszłyśmy , jak się okazało , Vicki nie ma więcej kasy , to zaszalała.
- ej , idziecie na szejki ? - spytał Lou.
- tak. - wszyscy się zgodzili , więc poszliśmy. Każdy kupił sobie po szejku , ale po 10 minutach , okazało się , że Viki musi wracać , dała Harry'emu swój numer , bo prosił i poszła .
- to zostaliśmy sami. - powiedział Louis.
- trójkącik ? - odezwał się Harry.
- nie myślcie sobie. - odparłam i usiadłam na ławce , pijąc szejka.
- ej , ale skoro Harry ma numer twojej przyjaciółki , to ja chcę Twój.
- niee. - zaprzeczyłam.
- proszę. - powiedział i zrobił słodkie oczka.
- to nie zadziała. - odparłam i wyjęłam swój telefon z torebki , ponieważ dostałam sms'a , jakieś sieciówki , właśnie miałam schować swojego iPhona , ale Louis mi go wyrwał z ręki i mrugnął go Harrego i się oddalił.
Podniosłam się , chcąc go gonić , ale Harry mnie zatrzymał.
- ej , zostaw mnie ! - krzyczałam. chłopak tylko wziął mnie na ręce i zaczął się ze mną kręcić.
- ejejejejeje . - wylałam chłopakowi swojego szejka na głowę , a niech ma .
- no wiesz ? ! - puścił mnie , i w tym momencie wrócił Louis , oddał mi telefon.
- ej , Harry. wisisz mi szejka. twoje włosy wszystko wypiły. - uśmiechnęłam się słodko , jak tylko to potrafiłam , na co Harry zaczął trzepać swoimi loczkami.
- chlapiesz. - zwróciłam mu uwagę i zaczęłam się śmiać.
- z czego ha ? - spytał Louis , który chyba nie wiedział o co chodzi w naszej konwersacji .
- z niczego. muszę iść już do domu. - powiedziałam , pożegnałam się z chłopakami i wróciłam do domu.

